eryk blog

Twój nowy blog

Kiedy w 2001 roku, rozpoczynałem bloga, mój bełkot dotyczący delfinów był tylko projekcją marzeń, marzeń zrodzonych w ukochanej wodzie. Płetwy, maska i rurka tkzw. ABC), zakupione w 1995 roku przez te 6 lat tylko kilka razy były w użyciu i to jedynie w jeziorach mazurskich. Mimo to, ten wodny świat (młody rdest rosnący pod wodą wygląda jak krokus), był mi wszystkim. A marzenie o delfinach, rafach, oceanie, to była moja kołysanka do snu.

Kiedy pierwszy raz wylądowałem na Pacyfiku, już 5 lat później, widziałem pierwsze delfiny na żywo. Nurkowałem w oceanie. Ale jeszcze nie na rafie. Mój ABC zdał swój pierwszy oceaniczny egzamin – celująco.

Dziś po raz już czwarty opuszczam moją rafę. tak, po raz czwarty. Mam już swój trzeci komplet ABC. Jedną maskę straciłem w morderczych falach, cudem ratując swoje wątłe życie. Sporo się nauczyłem, zacząłem nurkować z butlą. Tę przygodę życia rozpocząłem dokładnie 5 lat temu rozpoczynając moje letnie naukowe rajdy na Okinawę. Jeden rok pominąłem, pominąłem i to też uważam za swój błąd duży. Nigdy nie powinniśmy rezygnować z naszych marzeń, jakkolwiek wielkie racjonalności stały by w opozycji.

Pojutrze opuszczam te wysepkę i boję się, cholernie się boję, że tu już nie wrócę. Tutaj po raz pierwszy odnalazłem siebie. Na dnie oceanu, gdzie zanurkowałem wbrew opiniom polskich lekarzy sportowych, znalazłem prawdziwe źródło miłości. Na rafie, znalazłem piękno jakiego szukałem całe życie. A noce stały się bezsenne, bo moja kołysanka, stała się rzeczywistością. Moje marzenia zostały nie tyle spełnione, zostały znacznie mocno przeskoczone.

Teraz wracam, wracam do kraju. Też są i tam rzeczy, za którymi tęsknie. Ludzie, do których mnie ciągnie. Miejsca, w których zostawiłem część siebie. Niemniej moje serce nie leży już nad Wisłą. Zostało zatracone na zawsze. Na zawsze zawładnięte przez rafy.

W tym roku pustka wyjazdu zmusza mnie do zimnej refleksji. Zmusza mnie do podjęcia kolejnych kroków i starań. Kolejnych wysiłków, by tu pozostać. Aż serce nie powie „wystarczy”. I nawet gdyby miały to być jego ostatnie słowa, tutaj nie boję się końca. tutaj koniec jest dla mnie naturalnym początkiem.

Początkiem wszystkiego.

 

Delfin podpłynął nieśmiało. Już chciałem go dotknąć, on jednak naprężył się i trysnął fontanną z nozdrzy prosto we mnie. Zamiast złości na moich ustach pojawił się uśmiech. Przecież wyschnę zanim się obejrzę a on, ten ssak okropny, jakąż miał frajdę! I dobrze! i bardzo dobrze!

Kryzys wieku średniego.
I tyle w temacie.

Delfin zerknął z ukosa, nie był w temacie. Delfiny nie miewają kryzysów wieku średniego. Nie mogąc towarzyszyć moim emocjom, odpłynął. W dal.

I stał jeszcze chwile po tym,
nieruchomo z ręką zawieszoną w geście pozdrowienia.
Runął w przepaść nie bojąc się już niczego.
Nie miał już nic do stracenia.
Za nim pozostał tylko płacz i zgrzytanie zębami.
Przed nim,
miękki dotyk dna,
(każda łza to zna).

Wieki temu, nie miałem jeszcze lat czterdziestu.
Ale już mam.
Eryk się starzeje.
Powoli…

Delfin pojawił się w drzwiach, wydał mi się trochę bardziej srebrny niż zwykle. Chrząknął. Jak miałem to w zwyczaju, delikatnie odchrząknąłem do niego…

Wszystko jest możliwe. 

Czasem dopada nas ciemność. Wtedy naprawde ciemno jest.
I tylko resztkami rozsądku zmuszamy się do przeczekania.
Bo pamiętamy (no może nie tyle pamiętamy, co chcemy wierzyć, że pamiętamy) światło.
Ono musi przyjść. Prędzej czy później.
Zajrzeć w czerń naszych źrenic, aż one, zmaleją do wielkości planktonu.
Planktonu, którym już nie trzeba się przejmować.
Czego państwu i sobie, życzę.
Delfin był tuż obok. Ale w ciemności nie sposób było go zauważyć. Zanim odwróciła się we właściwą stronę, odpłynął.

Święta

1 komentarz

Najbardziej newralgiczne zakupy prezentowe mam już za sobą, uffffff.

Nie jest łatwo odnaleźć swoją osobę w tłumie szturmującym sklepy wszelakie w tych dniach. Jeszcze trudniej zaakceptować, że jak co roku, świąteczne szaleństwo dopadło także i nas, przez co zwiększamy tłum, który już i bez nas doskonale radzi sobie w obszarze utrudniania dostępu do dóbr wszelakich. Że o zwykłym chodzeniu nie wspomnę.

Na szczęście dla mnie i ku rozpaczy pocztowców tudzież pracowników firm przewozowych około 50% zakupów dokonałem online, siedząc w ciepłym fotelu i analizując zdjęcia towaru przed ostatecznym kliknięciem. Teraz zostaje mi się modlić za tych nieszczęśników, którzy z a) Kościeliska, b) Ustronia Morskiego, c) Poznania, d) Iławy i e) Elbląga będą dostarczać moje prezenty pod wskazany adres (biegunowo odległy od Kościeliska w Zakopanem). Mam nadzieję, że prezenty dotrą na czas, bo jak nie, pozostanie mi szybki wyskok do sklepu po czekoladki.

Na drogach jak większość zauważyła już zapewne, nie dzieje się dobrze. Mnie osobiście problem zimy dotyka najbardziej, już po pierwszym od 4 lat zwolnieniu lekarskim i dawce końskiej antybiotyku. A pomyśleć, że były zimy kiedy wściekałem się, że za mało śniegu jest.

To prawda, że trzeba uważać o co się prosi, zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że w końcu się to dostanie.

 

Delfin podpłynął pod taflę oblodzonej drogi. Zapukał nosem tuż u moich stóp. Przetarłem oczy nie mogąc uwierzyć, że znowu go widzę. Gdy spojrzałem drugi raz zobaczyłem tylko skasowany bilet autobusowy pod stopami – „więc to tak, jeździcie teraz autobusem” – pomyślałem. Leniwie ruszyłem dalej…

 

Tak mozna okreslić klimat wokół zmian klimatycznych naszej planety.
Jedni płaczą, że człowiek to nowowtwór toczący matkę Ziemię, inni robia filmy typu „globalne oszustwo” twierdząc, że nic nam do klimatu. Prognozy maja rozrzut od globalnego ocieplenia do nowej epoki lodowcowej.
Komu uwierzyć?
Najlepiej dać się im pozabijać, wprowadzić na osłabiony kryzysem rynek nowy towar (CO2) i zatrzymać rozwój 3 świata na etapie Łukasiewicza, ale takiego z solarami zamiast paliw kopalnych (kto im na to da kase?).
Kopenhaga pokazała jak bardzo niesolidarny jest nasz świat.
Solidarność pojawia się w naszym gatunku jedynie wtedy, gdy jesteśmy już nad przepaścią. A my, w naszych klimatyzowanych domkach, nie czujemy się nad przepaścią.

Tak, mówi się nam, że „gdyby młodość wiedziała a starość
mogła” i tym podobne frazesy.

O czym ma to świadczyć? Że niby stary to mądry, chociaż
ułomny a młody to głupi, chociaż żwawy?

Czy to ma być jakiś sposób wyrównywania międzypokoleniowych
przepaści? Czy to jakiś sposób podnoszenia na duchu swojego wątłego ego? Próba
(żałosna jak dla mnie) nobilitacji wieku „dojrzałego”? Starość jeszcze, co
prawda daleko, ale już czuje oddech młodych na plecach. I co? Mam teraz grać
mentora jakiego na stolcu?

W d…. mam te zapoczątkowaną przez filozofów grę pozorów.

Ja wolę iść ze studentami na piwo.

Znaczy ze studentkami.

Wole brać życie póki jest a nie puszyć się wiedzą tajemną,
której nie ma.

Jestem jeszcze młody.

Jeszcze jestem.

Zarzuty kobiet dotyczace mizogamii mężczyzny zawsze mają swoje podłoże we własnej ich mizandrii.

Bo ma nogi dwie nie cztery
i też ręce ma do pary
głowa lekko się kołysze
szyi ciążąc stale

Oczy usta nos i lica
czołobitna potylica
włosów gąszcz
lub całkiem brak ma

Wyjątkowy nasz przypadek
człekokształtne utytłanie
osiągnięcia ewolucji
pośród ludzi…


  • RSS